ważne daty
2010-02-19

Pierwszy tego typu pobyt w szpitalu + nocowanie w nim....


2010-02-18

Coś Mi się stało z policzkiem ;/


2010-02-14

HAAPY VALENTINE'S DAY


2010-01-25

8-my miesiąc i 8-my ząbek, prawa górna dwójka ;)


2010-01-21

7-my ząbek na pokładzie, prawa dolna dwójeczka :)


więcej »
powiedzonka
2010-01-08

Powiedziałem tata


2009-07-21




2009-07-15

Free Cursors


2009-07-14


Custom Myspace Clock



2009-07-13

Dodatki na bloga



więcej »

Srodowy spacerek...
(2010-02-27)

Po paskudnej wtorkowej pogodzie, w końcu pokazało się słoneczko. W środę Robert był jeszcze w domku więc udaliśmy się na spacer na naszą górkę.

 Spędziliśmy na spacerku ok 2 godzinek i wróciliśmy do domku. Później skoczyliśmy jeszcze na szybko do tesco i reszytę dnia spędziliśmy oglądając filmiki. W czwartkowy poranek okazało się że spacerek przyciągnął do Lukasa niemały katarek. Najgorsze było to że nie dał ani na sekundę dotchnąć się do noska i nie było jak wyciągnąć cieknących glutków. Więc trzeba było użyć innego sposobu by odetkać nosek chodź na chwilę. Sięgneliśmy więc po kropelki, jedną kropneliśmy na kawałek papieru i podsuneliśmy pod nosek, kilka poszło na poduszkę by podczas snu umożliwiło dziecku spanie. Na szczęscie jakoś to pomogło. Wczoraj niunio został z babcią a my udaliśmy się na chwilę do fryzjera bo Robert nam zarósł troszeczkę.
I jeszcze musieliśmy zakupić parę pierdółek.
Najmnieszemu w rodzinie katarek już prawie znikł, niestety teraz Mnie coś dopadło i zażywam wszystko co  mogę by poczuć się lepiej.

A dziś już sobota.  Na razie leniuchujemy, młody właśnie uciłą sobie drzemkę, a Robert jest jeszcze w pracy. Niedługo zaczniemy się pakowć do wyjazdu, bo w końcu już o 4.30 rano wyruszamy na lotnisko. Wylot mamy o 8.05 więc w Warszawie będziemy na 11.30 więc jedną nogą stoimy już w Polsce :] Jak znajdziemy czas odezwiemy się już jutro wieczorkiem i damy znać jak minął nam lot i jak spotkanie z dziadkami ;] Więc wielkie, ogromne buziaczki dla Was i do następnego!!!!







Komentarze (24):
napisz komentarz

Wtorkowo-Londynowo-Deszczowo
(2010-02-26)

Od samego rana wypatrywaliśmy dobrej pogody na szczęście wtorkowy dzień zaczął się bez kropli deszczu. Wszyscy powstawali, zjedli śniadanko i szykowaliśmy się do drogi. Postanowiliśmy przebyć drogę z domu do Londynu samochodem, by było szybciej oczywiście Lukas uciął sobie drzemkę przez cały odcinek. Zatrzymaliśmy się w okolicy North Greenwich na parkingu przed pasażem handlowym. Co się okazało na miejscu nikt nie sprawdził czy wózek był schowany. Oczywiście został w drugim samochodzie. Na szczęście przed nami stał jak na zawołanie Argos i szybko udaliśmy kupić zwykłą spacerówkę i stamtąd udaliśmy się do busa a następnie do metra. Jak na razie zero deszczu. Szybko udało nam się przebyć drogę do centrum i wysiedliśmy tuż pod Big Benem :) A tu przykra niespodzianka, Zdążyliśmy tylko wystawić nosa a tu jak nic zaczął lać deszcz..... Szybko założyliśmy folię na wózek i postanowiliśmy ruszyć.

I co tu zrobić? Plan wycieczki skróciliśmy do minimum. Niestety odmówiliśmy sobie spacerku do Tower Bridge, Katedry Jana Pawła II itp Trafalgar Square. A wszystko przez ten cholerny deszcz.

Udaliśmy się więc w stronę Buckingham Palace. Niestety wciąż padał deszcz nie zostało na nas ani jednej suchej nitki każdy chętnie zamienił by się z młodym który siedział sobie suchutki w wózeczku;]

Gdy dotarliśmy na miejsce szybko uchwyciliśmy Przemka i babcię na zdjęciu i szybkimi krokami udaliśmy się do metra by odwiedzić Madzię. Na miejscu czekała już na nas z pyszniutkim obiadem i gorącą herbatą. Lukas dostał swoją butlę z cieplutkim mleczkiem i niedługo po tym zasnął sobie.

My w tym czasie pogadaliśmy sobie o tym i o tamtym dostało nam się po pysznym deserku. Maluszek też na widok pewnie by prosił o kawałeczek. Jak to on głodomorek. Fajnie było się znów spotkać bo nie wiadomo kiedy teraz ciocia nas odwiedzi ;) Mój syneczek przespał ok 1,5/h i po drzemce czas było uciekać bo na zegarze już wybijała 19.00

Na sam koniec gdy zbieraliśmy się do wyjścia przyszła Madzi współlokatorka, Jagoda.

Pożegnaliśmy się z koleżanką i zeszliśmy na dół do wyjścia. Pożegnaliśmy się i udaliśmy się w drogę powrotną. Na szczęście wszystko tak nam świetnie pod pasowało że nie wiadomo kiedy już wsiadaliśmy do samochodu. A niedługo potem byliśmy już w domku. A tu już była 20.30 niunio poszedł do kąpieli, zjedliśmy kolacyjkę i położyliśmy się spać. Szkoda była że tak mało zwiedziliśmy, goście nie mają wyjścia muszą nad odwiedzić w porze letniej w tedy na pewno wycieczka będzie bardziej owocna :) 







Komentarze (4):
napisz komentarz

Po szpitalu...
(2010-02-21)

... Lukas po przebudzeniu z drzemki troszkę lepiej się już czuł. Brakowało Mu też chyba chrupków bo chętnie się nimi zajadał.

 Za oknami świeciło słoneczko ale tym razem odmówiliśmy sobie spacerku, przełożyliśmy go sobie na niedzielę.

Niestety niedziela sprawiła nam psikusa i od samego rana nieźle lało, wyczekiwaliśmy momentu kiedy chodź na chwilę przestanie padać. Dopiero gdzieś o 13 pogoda dała nam szanse na krótki spacerek. Najbliżej było udać się na polanę więc tam ruszyliśmy. Oczywiście nie można było opuścić siedzenia w huśtawce.

 

Nasz spacerek nie trwał długo, zaraz zaczęły spadać krople deszczu i musieliśmy wracać do domku. A w domku deserek i znów drzemka. Biedny widać było jego zmęczenie i senność. Po drzemce znów jedzonko troszkę zabawy no i kąpiel i znów do łóżeczka. Na drugi dzień po śniadanku zabraliśmy z Robertem, Lukasa do szpitala. Podczas wizyty znów pobierali mu krew tym razem na raz ściągneli ze 3 fiolki i kazali czekać na telefon  w razie czego jak coś by było nie tak.  Tego samego dnia dostałam telefon od lekarza z którym się widzieliśmy. Zapytał się Mnie o następną wizytę z czego kazał się nie martwić bo wyników jeszcze nie było. Miała by to być rutynowa kontrol i będzie ona 11 marca po naszym powrocie. Co lepsze z godzinę później znów dostałam telefon ze szpitala tym razem odezwała się jakaś kobieta i zapytała się czy możemy znów przyjść do szpitala na drugi dzień. Po rozmowie ustatliliśmy że wizyta w końcu odbędzie się 11 marca, Pani doktór poinformowała Mnie że gdyby coś jednak było nie tak nawet najmniejszy szczegów od razu mamy udać się do lekarza. 

Tego dnia położyliśmy się wcześniej spać ponieważ na drugi dzień wybieraliśmy się do Londynu, pozwiedzać troszkę i odwiedzić ciocię Madzię... (cd. w następnej notce)

Lukas ogólnie ma się lepiej lekarstwo zostało odstawione, jedynie co jego lewa strona wygląda troszkę gorzej poniewaź sine rozlało się po jego buźce, weszło pod oczko i biedny wygląda jak by stoczył walkę z bokserem. Wszystkim kochanym szkrabkom dziękujemy za miłe słówka i komentarzyki, przepraszamy że ostatnio nie odwiedzialiśmy Was ale niestety nie było to możliwe. Jak nie szpital to nie było nas w domku a przecież mamy jeszcze gości to jeszcze w niedzielę wylatujemy. Dziś na pewno do Was zajrzymy jak i w następne dni do wylotu.







Komentarze (11):
napisz komentarz
archiwum
W szpitalu
(2010-02-21)

Jak na nic nie mogliśmy narzekać(chodzi oczywiście o Lukasa) tak w końcu coś go złapało ale co? Najlepsze że, nikt nie jest wstanie stwierdz...

więcej »
mój blog odwiedziło 5411 osób